Autem przez Gruzję… do Iranu - PRZYGOTOWANIA romb Piotr Karwecki

Dużo wcześniej niż przed każdą wyprawą zainteresowaliśmy się literaturą na temat trasy. Trochę śledzenia w necie, parę książek i przewodników. W księgarni podróżniczej w Warszawie na Ochocie kupiliśmy wszystkie mapy. Przewodnik Lonely Planet o Iranie mieliśmy z zeszłego roku. Kupiliśmy też słownik angielsko- farsi.

Po przeanalizowaniu trasy a zwłaszcza ilości kilometrów i czasu jaki będziemy mieli na pokonanie dystansu z premedytacja zrezygnowaliśmy z bagażnika dachowego i umieszczenia części ekwipunku na dachu. Mieliśmy pokonać ponad 15.000 km w ciągu miesiąca , większość po asfalcie. Umieszczenie bagażu na dachu zwiększyłoby opory powietrza , zużycie paliwa , a później utrudniłoby poruszanie się po trudnym górskim terenie. Podniesienie środka ciężkości przy pokonywaniu zboczy i trawersów mogłoby też być niebezpieczne. Jechaliśmy tylko z Ewą , we dwójkę, więc w naszym Longu było wystarczająco dużo miejsca aby cały wyprawowy szpej zmieścić w miejscu wymontowanego 3 rzędu siedzeń z tyłu.

Jak napisałem wyżej koszt paliwa w tym przedsięwzięciu miał być połową wszystkich kosztów a przy bagażniku dachowym z wyposażeniem zużycie paliwa wzrasta o 30 procent.

Postanowiliśmy więc ograniczyć do minimum bagaż. Z wyprawowego wyposażenia wzięliśmy przetwornicę prądu, drugie zapasowe koło, sprężarkę do kół, łopatę , siekierę, namiot, śpiwory , karimaty, gary itp. Również trochę części zapasowych. Olej na wymianę, filtry powietrza, oleju, klocki hamulcowe, przewody gumowe, opaski zaciskowe, silikony wysokotemperaturowe, taśmy izolacyjne. To wszystko plus nasze osobiste rzeczy i dwa zapasowe kanistry na ropę plus baniak na wodę pitną zmieściliśmy na tył , do bagażnika .

Nasz serwis oponiarski ze Skierniewic – zakład oponiarsko wulkanizacyjny Jarka Borowskiego wyposażył nas w zestaw do awaryjnego i szybkiego wulkanizowania opon w terenie. Świetna sprawa – pierwszy raz widziałem jak za pomocą mini korkociągu , śrubokręta, paska kleistej substancji o wyglądzie kabanosa oraz własnych rąk można naprawić oponę. Tak więc nawet gdybyśmy złapali trzy gumy naraz , mogliśmy sobie poradzić w terenie. Oprócz tego „specjału” Jarek Borowski wyposażył nas w komplet nowych opon BF GOODRICH AT 31,5 cala. Zakład p. Jarka jest autoryzowanym partnerem Michelina i w porozumieniu z tą firmą otrzymaliśmy te opony do przetestowania. Bezzwrotnie , za niewielka opłatą. W „pakiecie” był również profesjonalny serwis tych opon przed wyprawą i po powrocie. Dzięki Całość obsługi w tym zakresie mieliśmy na najwyższym poziomie zresztą nie pierwszy raz , jako ,że w tej firmie już od lat serwisujemy „ obuwie „ naszego auta. Również drugie zapasowe koło zostało nam użyczone przez p. Jarka. Wyprzedzając opis wyprawy powiem ,że AT-eki Goodricha to świetne opony radzące sobie w każdym terenie , na bagnach, szutrach, pustyni , w wodzie , no i nie są męczące na asfalcie. Polecam.

Serwis mechaniczny przed wyjazdem zapewniła nam firma SOBPOL z Konpnicy k/Rawy Mazowieckiej . Również wcześniej w tej firmie już kilka razy robiliśmy obsługę przed i po wyprawie. I tym razem po czujnym okiem p. Piotra Witeckiego profesjonalnie przygotowano nam auto do wyjazdu. W trakcie wyprawy przez 16.000 km nie mieliśmy żadnych problemów technicznych i auto nie dało nam powodu do niepokoju. Tylko z powodu ciężkiej trasy w Gruzji straciliśmy ABS w przednim kole i wariowała tablica rozdzielcza – z powodu nadmiaru wody chyba. Poza tym bezproblemowo. Zaprzyjaźniona firma Piotra Kaweckiego{ mojego szkolnego kolegi } z Barlinka zajmująca się sprzedażą wyposażenia jachtowego i okrętowego wyposażyła nas w szekle, liny kinetyczne. Na szczęście nie musieliśmy ich użyć, ale dawały nam w wyprawie poczucie bezpieczeństwa. Dzięki Wam wszystkim.

Dla bezpieczeństwa wyposażyliśmy się w telefon satelitarny THURAYA . W niektórych rejonach przez, które mieliśmy jechać nie ma zasięgu, a w Iranie nie działa żadna ze europejskich sieci komórkowych. W firmie TS 2 w Warszawie od ręki wypożyczyłem ten telefon , który naprawdę okazał się konieczny . Nawigację i zapisywanie way-pointów umożliwił na GPS Garmin. Mimo, że Iran nie ma map na GPS to dzięki tej nawigacji na bazowej mapie nieraz odnajdywaliśmy później drogę , kiedy gubiliśmy się w irańskich miasteczkach i bezdrożach i zamiast na południe jechaliśmy na wschód albo na zachód. Również funkcja odczytywania i określania pozycji geograficznej wraz z odczytem wysokości okazała się super przydatna. Garmin jest świetny, prosty i łatwy w obsłudze.

Na część tras w Gruzji { zwłaszcza na Swanetię}i Azerbejdżanie przygotowałem zdjęcia satelitarne z zapisanymi punktami krytycznymi typu rozjazdy, rozwidlenia szlaków , które wgrałem w laptopa. Też się przydały .

Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright by kaukaz.pl