Autem przez Gruzję… do Iranu romb Piotr Karwecki

12 Sierpnia- Baku- QUBA- XINALIK c.d.

Po jakimś czasie zza zakrętu wyłonił się cel naszej podróży – starożytna wioska Xinalik/ Qinalik, Khynalik. Dlaczego zadaliśmy sobie trud dotarcia tam tak wymagającą drogą. W tej wsi mieszkają potomkowie Albańczyków , mitycznego narodu olbrzymów i blondynów żyjących na terenie Kaukazu do V , VI wieku naszej ery .Później zniknęli gdzieś zupełnie.


Mieszkańcy wsi są jedyną pozostałością po tym narodzie . Zamieszkują w liczbie ok.1000 osób tą niesamowita górska wieś pielęgnując język , tradycję i wiarę w zoroastarianizm. Mimo wyznawania islamu mieszkańcy wsi czczą też ogień i we wsi znajduje się też zoroastariańska świątynia. Badania antropologiczne i DNA wykazały bliskie pokrewieństwo mieszkańców Xinalik z Albańczykami…


Sama wieś ulokowana była na jednym z najwyżej położonych szczytów w okolicach doliny. Powyżej wsi mającej też charakter obronny było już tylko czyste, błękitne niebo. Zza kolejnych zakrętów wyłaniało się coraz więcej tarasowo , jeden nad drugim , położonych kamiennych domów. Widać było krzątających się ludzi odzianych w kolorowe stroje.


Wjechaliśmy stroma ścieżkę na malutki placyk pośrodku archaicznych zabudowań.


Wyszliśmy z auta , rozejrzeliśmy się wokół, tylko szczyty gór . Po chwili kiedy już odchodziliśmy wjechał Range Rover mijany wcześniej. Zleciało się trochę ludzi , oglądali nasze pojazdy , coś mówili, ale nie rozumieliśmy ich , wydawało się że nas gdzieś zapraszają , pewnie do swoich domów. Chętnie byśmy poszli ale ten cholerny czas …..


Chodziliśmy ścieżkami miedzy domami wykonanymi z płaskich kamieni ułożonych jeden na drugim . Nie widać było jakiejkolwiek zaprawy pomiędzy kamieniami. Jak to się trzymało?? Domy były małe i biedne , niektóre miały małe piętra i podcienie na drewnianych słupach , ale było to rzadkie, część domów miała różniące się od reszty strome , pokryte blachą dachy.


Dachy większości były płaskie , pokryte chyba papą , czy może zalane jakąś czarna żywicą.


W niektórych miejscach dachy domostw poniżej, stanowiły ścieżkę , którą spacerowaliśmy. W najwyżej położonej części wsi nad brzegiem przepaści bawiła się dwójka malutkich dzieci , nie wiem czemu ale protestowały kiedy tam wchodziliśmy i robiliśmy zdjęcia. Poniżej , kilkanaście metrów na wąskiej półce trwało życie tych prawie prehistorycznych ludzi .

Kobiety z młodymi dziewczynami , chyba córkami i wnuczkami prały w baliach jakąś odzież, nie widać było żadnego proszku , czy mydła, po prostu zimna , lodowata woda.

Wcześniej dwie dziewczynki , może 13, 14 letnie chętnie nam zapozowały do zdjęcia na tle domów i szczytów. Widać było ich ogorzałe od wiatru słońca twarze i czerwone od zimnej wody ręce. Przechodząc obok domów widzieliśmy też jak kobiety piorą wełnę ze strzyżonych owiec. Chętnie pozowały do zdjęć śmiejąc się do nas .




Kilku starszych mężczyzn siedzących na skrzyżowaniu ścieżek wśród kamiennych domków poprosiło nas siebie na rozmowę. Trudnym do zrozumienia rosyjskim pytali się skąd jesteśmy , o rodzinę. Z dumą mówili , ja mam dziewięcioro dzieci, ja mam sześcioro , a ja mam pięcioro. Najstarszy z nich w białej kaukaskiej krymce z dumą policzył, że ma już 38 wnuków i wnuczek. To ich duma i całe życie. Jak inny system wartości maja Ci ludzie niż my niby cywilizowani. Co oznacza cywilizacja, postęp? Czy właśnie odejście od tych wartości .Dokąd my zmierzamy…



Czas mijał godzina za godziną. Obeszliśmy całą tą niezwykłą wieś. Stojąc na szczycie wsi pod spodem z płaskich dachów rozchodziły się w niebo smugi dymu z wysokich chudych kominów. Fajnie to wyglądało. Setki smużek. W górach nawet latem jest zimno. Na koniec dwóch sympatycznych młodzieńców widząc nasze zainteresowanie mamą oślica i jej - malutkim osiołkiem, nagnali nam profesjonalnie je pod obiektyw aparatu do pozowania..


Wszyscy w tej wsi bardzo sympatyczni, bezinteresowni i uśmiechnięci. Wydawać by się mogło , że życie w izolacji od całego świata wokół uchroniło tych ludzi od całego zła wokół, nie naznaczyło ich umysłów pędem do konsumpcji i chciwością.


Pozostali jak małe dzieci otwarci na innych , ciekawi, przyjaźni i nie chcący za swa życzliwość nic w zamian. Podobno nawet nocleg u miejscowych nie jest dla tych ludzi zarobkiem tylko formą zaspokojenia ciekawości innością.


Postanowiliśmy wracać. Do Baku do hotelu mieliśmy z powrotem ponad 200 km w tym kilkadziesiąt ta samą trudną drogą. Nagle zachmurzyło się i zrobiło zimno, zaczęła się psuć pogoda., zaczęło mżyć.

Nie była to dobra sytuacja. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Xinalik zabrał się z nami mężczyzna ze wsi chcąc dostać się do Guby i tam na dworzec autobusowy. Trafiło mu się …..

Całą drogę padał deszcz i była straszna mgła. Horror , który nam się przytrafił będziemy długo pamiętać, długo. Prędkość jazdy minimalna, często zatrzymywaliśmy się na drodze bo widoczność była zerowa.

Ręce i kark sztywny od napięcia, gość z tyłu wbił się w fotel i zacisnął usta. Dopiero po wjechaniu poniżej 1000 metrów mgła minęła i przestał padać deszcz. Z powodu pogody dłużej jechaliśmy i kiedy wjechaliśmy na drogę Guba – Baku już robiło się ciemno. Zadzwoniłem z Guby do hotelu, że przyjedziemy ok.22.00 aby zatrzymali nam nasz pokój. Chwilę potem zapłaciłem za przekroczenie prędkości w małej wsi { zrobiła się dobra droga to wcisnąłem pedał } , nie minęło 5 minut , wjechaliśmy na autostradę kiedy mijający nas z naprzeciwka policyjny samochód zawrócił za nami . Policjanci wmawiali nam ,że gdzieś wcześniej był jakiś zielony punkt gdzie nie zwolniliśmy i że w ogóle to teraz przekroczyliśmy prędkość mając na radarze wskazanie 110km. Było to bezczelne wyłudzanie , widząc samochód terenowy na zagranicznej rejestracji po prostu postanowili zarobić.

Zażądali 50 manatów mandatu grożąc zatrzymaniem nas i auta. Zaczęliśmy się kłócić wiedząc , że nie mamy zbyt wiele szans . Noc, dwóch policjantów , radar ze wskazaniem 110 km/h { pewnie zablokowany zapis innego pojazdu} Zrezygnowany powiedziałem , że mam tylko 20 manatów i nie dam więcej. Bez słowa wzięli 20 i bez słowa odjechali. Dalej całą drogę do Baku po autostradzie jechałem prawym pasem z szybkością 70 km/h . Na taką wydrę jeszcze policja nie wyłudziła od nas pieniędzy – nigdzie , w żadnym kraju. Nawet demonizowana Ukraina okazała się pod tym względem krajem przyjaznym , Nigdy nie zapłaciliśmy tam ani mandatu , ani żadnej ” wziatki”. Podziwiając nocne światła futurystycznej strefy przemysłowej Baku wróciliśmy do naszego hotelu ok.22.

Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright by kaukaz.pl