
Od rana zaplanowaliśmy zwiedzanie Baku. Chcieliśmy się choć przez chwilę poczuć się jak Cezary Baryka. Rozkopanymi i zapchanymi niemiłosiernie drogami pojechaliśmy do nieodległej stolicy .
Ponieważ oznakowanie było fatalne już na przedmieściach zgubiliśmy nieliczne drogowskazy kierujące na centrum i port . Przemykaliśmy lawirując w chaosie porannego ruchu po nowych , szerokich arteriach. Podobnie jak dzień wcześniej patrzyliśmy zdumieni na piękne drogi i nowoczesne nowe budynki.

Mimo nowoczesności było widać jednak w nich jakiś feudalny i orientalny ryt.
Te budynki nie składały się tylko ze szkła , aluminium i stali. Miały zawsze jakieś elementy kamieniarki , płaskorzeźby , kolumienki i ozdoby. Były po prostu piękne. Całe ciągi konstrukcji będących dziełami sztuki. Wydaje się , że projektanci mieli za zadanie stworzyć na przedmieściach miasto piękne , tak aby za 150 lat przybysz mógł stwierdzić ,że Stare Miasto i Nowe Stare miasto są równie piękne choć inne. Czy powiedzieliby tak za 150 lat o Warszawie ????

Ponieważ zbłądziliśmy , trafiliśmy do dzielnic „szemranych „ , bardziej przypominających arabską Kabę. Klimat zdecydowanie „ orientalny” . Niska ,gęsta zabudowa, każdy dom to mini sklep z wystawa na chodniku, ręczni sprzedawcy. Co kawałek warsztaty samochodowe w parterach nędznych domostw. Często sprzedawcy sprzedawali na chodniku przed domem albo wprost na ulicy tylko jeden towar. Albo sterta arbuzów , albo ogromne baniaki z jakimś płynem, paleta wody mineralnej itd…
Mnóstwo drewnianych domów z balkonikami w zabudowie pierzejowej, pomiędzy którymi gdzieniegdzie wyrastał jak grzyb pojedynczy biurowiec. Widać było ,że i tutaj wdziera się świat. Być może za kilkanaście lat podróżnik przyjeżdżający aby poczuć klimat z Przedwiośnia już go nie poczuje. Spychacze zepchną w nicość ulice, po których przetaczały się dzieje historii i po których ganiał się Baryka. Po jakimś czasie ucieszyliśmy się , że objeździliśmy tą dzielnicę- myślę, że to tutaj Baryka pewnie się włóczył…

Błądząc po fawelach Baku obraliśmy w końcu sposób na dotarcie do Starego Miasta polegający na jeździe cały czas uliczkami , w dół – ku morzu. Przecież ta dzielnica zaczynała się tuż przy brzegu morza . Metoda okazała się na tyle skuteczna ,że po kilkunastu minutach dojechaliśmy do nadmorskiej arterii miasta. Po lewej stronie zatoka z molem , wystającymi masztami statków a po prawej tarasami stromo wspinające się w górę kamienne miasto z basztami , gdzieniegdzie wieżami minaretów. Widać było również wystające zza murów starówki , wysoko w górze nowoczesne budynki. Darmowe miejsce parkingowe pomógł nam znaleźć policjant , który zdziwiony wizyta zmotoryzowanego zatrzymał ruch i umożliwił nam jazdę pod prąd tak, byśmy mogli wjechać na mały placyk na deptaku w remoncie. Miło….

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Dziewiczej Wieży , monumentalnej budowli na brzegu Starego Miasta .
Obok niej było małe lapidarium z zachowanymi elementami kamieniarki z czasów dominacji i panowania najpierw Chanów , później Persów. Na płaskorzeźbach zachowane były napisy w języku arabskim. Ciekawe losy przechodził język pisany w Azerbejdżanie. Najpierw pisano w arabskim, później pisano alfabetem łacińskim przez kilkadziesiąt lat, po wchłonięciu Azerbejdżanu przez ZSRR pisano cyrylicą, a od 1991 roku ponownie Azerowie piszą w literami łacińskimi, ale w tureckim wydaniu.

Ciężki los musiały mieć dzieci w szkole…..
Bardzo trudno opisać urok krętych uliczek Baku. Wąziutkie, kręte , często z niespodziewanymi schodkami w górę i dół. Czasami uliczki były dosłownie niewiele szersze niż gruby człowiek.
Czasami niespodziewanie wyrastał skromny meczet otoczony murem – zza niego przez otwarte okna widać było błyszczące lustrami ściany i duże żyrandole. Całe miasto wydawało się być w jednym szarożółtym kolorze piaskowca .

Większość niskich kamienic była remontowana, robione były nowe elewacje z piaskowcowych płyt w taki właśnie kolorze. Na wielu wyremontowanych kamienicach były tabliczki For Rent. Zastanawialiśmy się tylko kto będzie wynajmował te kamienice. Generalnie całe te piękne Stare Miasto było jednocześnie martwe. Liczne lokale świeciły pustkami.

Dużo ekskluzywnych restauracji i sklepów i pustki. W Polsce, Europie czy Turcji ulice miast są pełne małej gastronomii, sprzedawców hot dogów, gotowanej kukurydzy, szybkiego jedzenia. A tutaj było pusto- było to uderzające.

Weszliśmy do jednego z lokali w wąskiej uliczce i po stromych schodach weszliśmy na taras restauracji/ baru. Wcześniej zachwalał ja sprzedawca dywanów w pobliżu mówić ,że jest tam dobre jedzenie i nawet polski konsul tu przychodzi coś zjeść.
Zerknęliśmy w kartę, sałatka z pomidorów 12 manatów czyli 40 PLN….. , zupka z baraniny z warzywami 25 manatów czyli 80 PLN. Wyszliśmy prędzej niż weszliśmy pokazując kelnerowi palcami , że ceny są dobre dla konsula ale dla nas nie…. Zrozumieliśmy te pustki w lokalach i brak
małej gastronomii.

Ceny wynajmu lokali są w Baku astronomiczne, ceny żywności również, jest dużo korupcji i razem wszystko to powoduje że nie da się sprzedać w Baku usługi gastronomicznej w przystępnej cenie. Właścicielami całego starego Baku są przedstawiciele nomenklatury związani z aparatem władzy. Proces podobny do tego z przełomu lat 80 i 90 w Polsce …..Gorące pieniądze nie wiadomo skąd i multimilionerzy stworzeni przez rok…


Nie zniechęceni ale w dalszym ciągu zauroczeni spacerowaliśmy po pięknej starówce pstrykając dziesiątki fotek. Tam gdzie część budynku była z drewna np. małe balkoniki na pierwszym piętrze było podobnie jak w starej części Tbilisi. Obeszliśmy całe miasto w kilka godzin i wyszliśmy ze starego Baku przez ogromna bramę w systemie obronnym .

Nawet nie wiedzieliśmy kiedy zrobiło się popołudnie. Przed nami tego dnia był jeszcze cały Półwysep Apszeroński i droga na południe . Chcieliśmy zobaczyć jeszcze okolice Baku. Pojechaliśmy w stronę najbardziej wysuniętej w morze osady Shakh Dili położonej na wschód od Baku. Podobnie jak zachodnie i północne przedmieścia i te wschodnie spotęgowały nasze zdumienie szybkością zmian w Azerbejdżanie . Nowe osiedla mieszkaniowe wyrastały jak grzyby po deszczu .

Tylko te osiedla miały inny wygląd niż u nas . Zamiast pojedynczych bloków stały potężne kamienice w niekończącej się pierzejowej zabudowie . I podobnie jak we wcześniejszym opisie ich elewacje były małymi dziełami sztuki. Stiuki, gzymsy, portale…. Strasznym kontrastem były blokowiska z epoki Breżniewa- slumsy z odpadającymi tynkami, rynnami, dykta zamiast szyb itp. Rozpadająca się wielka płyta. Aby ograniczyć szok dla przejezdnych owe dramatyczne osiedla były zasłaniane przez będące w budowie kilometry wysokich murów będących – a jakże…. małymi dziełami sztuki, gzymsy, stiuki, kolumienki… , powtarzam się ale to prawda.

Miejscami te mury pełniły też rolę ekranów dźwiękochłonnych. U nas koszmarny plastik z kalkomaniami ptaszków a tam marmury i piaskowce w tej roli. Power. Oczywiście znowu zabłądziliśmy w nadmorskich osadach pozbawionych jakichkolwiek drogowskazów. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Błądząc w nadmorskich osadach jechaliśmy wśród plątaniny rurociągów i kieratów pomp naftowych . A wśród nich…., o Jezu , pomiędzy tymi rurami gliniane domki zamieszkane przez biedotę . Również małe , z białej cegły, parterowe, w unoszącym się zapachu ropy . Koło domków zrezygnowani ludzie , biegające rozczochrane dzieci. Widać było w tym jakąś rozpacz. Cywilizacja przyszła do tych ludzi w najgorszej postaci. Zniszczyła ich środowisko, zmieniła krajobraz w jakim żyli przez pokolenia i w zamian nie dała nic poza beznadzieją. Po kilkunastu kilometrach krajobraz trochę się zmienił.

Wyjechaliśmy z plątaniny rurociągów i wjechaliśmy z kolei w plątaninę domostw otoczonych wysokimi białymi murami. Kilometry murów, murków, zza których wystawały dachy domów. I pustka… Asfalt ulicy, wprost z ulicy mur otaczający dom i kompletny brak ludzi. Od czasu do czasu jakiś stary samochód. Kompletnie się zgubiliśmy w tej plątaninie jednakowych ulic. Trwało to dobra godzinę.

Czas uciekał a my jeszcze chcieliśmy zobaczyć azerską Częstochowę – miasteczko Shuetyany położone na północnym brzegu Półwyspu Apszerońskiego. Włączyłem nawigację, aby chociaż wiedzieć , że jadę na północ. W końcu jakoś wydostaliśmy się z azerskiego Labiryntu. Po kilkunastu kilometrach wjechaliśmy do miasteczka. Uderzająca zmiana, czyściutko, dużo samochodów, sklepów, tłumy ludzi ,ale ubranych bardziej odświętnie. Mężczyźni w białych koszulach, kobiety przeważnie w długich spódnicach .

Kiedy dojechaliśmy do głównego sanktuarium – meczetu z grobem lokalnego świętego { niestety nie pamiętam jego imienia } musieliśmy się ubrać w odpowiednie ubranie , Ewa w czador , który wypożyczyliśmy przy wejściu a ja w długie spodnie i koszule z długim rękawem.

Ewa weszła do meczetu osobnym wejściem dla kobiet. Po raz pierwszy widziałem meczet w szyickim wydaniu . Całkowicie odmienny niż sunnicie – surowe i szare. Tutaj wszystko skrzyło się tysiącami kryształów i małych lustereczek , którymi ozdobione były ściany sanktuarium świętego. Sale obok , chyba modlitw były ozdobione niebieskimi malutkimi płytkami . Pięknie… Mimo, że obowiązywał zakaz robienia zdjęć popełniłem świętokradztwo i z partyzanta nakręciłem moim Kanonem filmik. Udało się…
Azerbejdżan generalnie jest krajem świeckim z 95 procentowym udziałem muzułman , ale widać coraz większy wpływ islamu na życie publiczne. Zresztą podobnie jak chrześcijaństwa, a raczej kleru w Polsce. Byli aparatczycy partyjni ze stajni Breżniewa zamienili się w gorących orędowników religii, podobnie jak w Polsce ze stajni Kwaśniewskiego i Jaruzelskiego….
Wróciliśmy do Baku jadąc przez ładne miasteczka i osady. Okolice sanktuarium Shuetyany to był chyba najładniejszy i zadbany fragment Azerbejdżanu jaki widzieliśmy . Przez chwilę wydawało się mi jakbyśmy byli w Akabie w Jordanii. Bardzo przejrzyste powietrze, błękitne niebo, czyste ulice niska , nowoczesna zabudowa i sporo kobiet w chustach lub czadorach. Mnóstwo sklepów, salonów samochodowych , biur. Do świętych miejsc w tej okolicy przybywa mnóstwo pielgrzymów , zawsze mogą coś kupić i stać się nowymi klientami… Świętość świętością a biznes biznesem. Zresztą w krajach islamskich przeważnie obok meczetów sytuują się bazary i kwitnie tam handel. Normalnym jest sytuowanie się sklepów w budynku meczetu. Niestety w Azerbejdżanie zachowało się bardzo mało zabytkowych , starych budowli muzułmańskich. Większość została zburzona w okresie komunizmu. W tej chwili większość okazałych meczetów to budynki nowe lub stare budynki zaadaptowane ostatnio na cele sakralne. Jednym z nielicznych zachowanych do dziś starych meczetów jest Meczet Piątkowy w Qubie/Kubie , który obejrzeliśmy w czasie drogi do Xinalik.

Po drodze mijaliśmy znowu lasy wież naftowych ,głównie po prawej stronie drogi. Na tym odcinku drogi znowu widzieliśmy ekrany dźwiękochłonne z piaskowca budowane tak, aby u kierowców wzbudzać zachwyt. Miejscami były tak piękne jakby stanowiły jakieś antyczne ogrodzenia pałaców.
Przejechaliśmy Baku tą samą nadmorską ulica i skierowaliśmy się na południe. Tym razem przemysł naftowy objawił się nam w postaci ogromnych platform wiertniczych osadzonych w morzu tuż przy brzegu.


Po lewej platformy w morzu , po prawej na pustynnym brzegu zakłady przetwarzające czarne , płynne bogactwo na USD dolars. Z wystających kominów wydobywał się dym i ogień. Za nimi w oddali majaczyły gdzieś góry….