Autem przez Gruzję… do Iranu romb Piotr Karwecki

Najfajniejsze w tym było to ,że do tego niezwykłego miejsca trafiliśmy przez przypadek . Po prostu dzień wcześniej trafiliśmy na blokadę spowodowana remontem górskiej drogi i nie chciało nam się już czekać w korku więc zjechaliśmy na nocleg do niedalekiego { naszego } hoteliku. Takie nieplanowane odkrycia są najlepsze…..

Na przejściu w Kapikule przetarliśmy oczy za zdumienia, bo w ciągu roku z koszmarnie zakorkowanego, brudnego i śmierdzącego przejścia Turcy zrobili hipernowoczesny terminal ze sklepami, barami, bankami etc. I nie potrzebowali na to Unii Europejskiej i jej funduszy. A po stronie bułgarskiej ….. To co było czyli brud i smród. Turek potrafi. A za parę lat nakryją nas czapkami….Kolejne zdziwienie, ale mniej przyjemne bo w 2009 roku zdrożały wizy tureckie i kosztowały 15 euro zamiast 10 . Ponadto powinna być dwukrotna a napis na wizie brzmiał single czyli pojedyncza. Dopiero kiedy zwróciłem uwagę na napis na wizie urzędnik dostawił stempel umożliwiający drugi wjazd do Turcji na tej wizie. Gdybym się nie upomniał to przy powrocie musielibyśmy zapłacić drugi raz ….

Przez cały dzień i noc jechaliśmy przez Turcję w kierunku gruzińskiej granicy . Świetne tureckie autostrady i zwykłe drogi dały możliwość szybkiego dotarcia do Gruzji. W Trabzonie musieliśmy kupić jeszcze jeden zapasowy filtr paliwa bo obawiałem się , że jeden zapas na irańska ropę może nie wystarczyć a kupno w Iranie filtra byłoby raczej nierealne. Po kilkunastu godzinach jazdy non stop { z przerwą na dwugodzinna drzemkę } dojechaliśmy do Sarpi. Tam horror – jedyny korytarz Gruzji do świata Zachodu przedstawiał straszny widok. Kłębiący się i krzyczący ludzie, naganiacze i odpłatni „pomagacze” , awantury i przepychanki, sprzedawcy ubezpieczeń , których de facto nie potrzeba itp. Dobrze , że chociaż nie musieliśmy wypełniać żadnych deklaracji celnych jak dwa lata wcześniej . Po prostu mały wklejony znaczek do paszportu i auto może być na gruzińskim obszarze celnym przez 60 dni. Mała kontrola bagażu i wio. Tylko 3 godziny stania …. W chwilę po przekroczeniu granicy jakże znajomy widok na gruzińskiej ulicy. Chodzące krowy i konie na środku skwerów i na ulicach . No i te budzące grozę dziury po brakujących deklach od studzienek kanalizacyjnych . Późnym popołudniem 3 sierpnia dojechaliśmy do Zugdidi do naszych znajomych. Kolacja , wino , opowieści, śpiewy .

31 sierpnia- 4 sierpnia 2009 – Dojazd do Gruzji..

Rano 4 sierpnia wybraliśmy się na zakupy na bazar, a po zakupach nasi znajomi zaproponowali nam wypad na wodospady 30 kilometrów od Zugdidi. Takiej zabawy dawno nie mieliśmy. Na północny wschód od Zugdidi w osadzie Skhuri górska rzeka tworzy przełomy spływając na południe . W tym miejscu na odcinku kilku kilometrów natura stworzyła kilkanaście wodospadów , nie tak dużych aby uniemożliwić kąpiele , ale na tyle dużych aby kąpiel w nich była nie lada przeżyciem. Oczywiście nie omieszkałem wykapać się lodowatej wodzie . Przy czym naprawdę musiałem korzystać z pomocy miejscowych, aby nie porwał mnie silny nurt . Tylko dzięki nim uratowałem swoje majtki , które woda usilnie ściągała mi z tyłka kiedy wszedłem miedzy głazy .Ewa tylko moczyła nogi ,śmiała się i robiła zdjęcia moich niezdarnych zmagań z woda i głazami. Z ledwością dawałem radę za to Gruzini kąpiący się ze mną skakali po mokrych kamieniach jak kozice. I też z szybkością kozic pokonywali wiszący i grożący zawaleniem drewniany, dziurawy most wiszący na linach nad rzeką. Zamykaliśmy oczy widząc ich popisy. A oni chyba rzeczywiście popisywali się przed nami swoja fantazja i odwagą. Mieli wyraźną frajdę widząc nasz przestrach.

Oczywiście jak to u Gruzinów , zostaliśmy przez miejscowych zaproszeni na mała biesiadę przy wodospadach. Przy nieustannych, długich toastach ,doskonałym winie i smacznym domowym jedzeniu spędziliśmy cały dzień co kawałek mocząc się pod wodospadem. Bajeczny dzień , który będziemy długo wspominać.

Ten dzień odpoczynku i rekreacji przed mającym się zacząć na następny dzień hardcorem był nam bardzo potrzebny….

Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright by kaukaz.pl