Autem przez Gruzję… do Iranu romb Piotr Karwecki

5 SIERPNIA – Zugdidi -Uszguli

Dopiero dzisiejszy dzień był prawdziwym początkiem naszej samochodowej przygody.
Wcześniejsze dni to był tylko niemal wyłącznie męczący transfer z Polski do Gruzji z małym antraktem w Bułgarii. Trzy doby jazdy non stop w tym dwie noce też za kółkiem dały nam w kość na tyle, że nieplanowany odpoczynek u znajomych w Zugdidi był wybawieniem i wspaniałym relaksem. I dopiero dzisiaj rano wyruszyliśmy w tą naszą wymarzoną od lat kaukaską drogę Zugdidi-Mestia –Uszguli-Kutaisi..

Początek drogi był zupełnie mało ekscytujący i poza kilkoma tunelami i dziurawymi betonowo asfaltowymi drogami nie było nic co mogłoby obiecać off-roadową przygodę.

Dopiero po kilkunastu kilometrach zaczęliśmy wjeżdżać w wysokie góry i wówczas zaczęły się „schody”. Droga z asfaltowo-betonowo –dziurawej zamieniła się w kamienistą , szutrową i też dziurawą. Jechaliśmy wzdłuż rzeki Ingurii płynącej w głębokim wąwozie, po jakimś czasie pokazała się gigantyczna tama na rzece. Od tej pory przez następne kilkanaście kilometrów rwąca rzeka zamieniła się w gigantyczne, podłużne, zielone od rzęsy jezioro. Wąska i dziurawa droga biegła tuż nad przepaścistym wąwozem. W tunelach przez które przejeżdżaliśmy co chwila myliśmy samochód z pyłu bowiem ze zdewastowanych stropów lała się woda. Wjeżdżając w tunele w strefę cienia przezornie zatrzymywałem się aby przyzwyczaić wzrok do ciemności , pamiętając z poprzedniego pobytu w Gruzji tabun koni, który biegł przez tunel w czasie kiedy ja wjeżdżałem do niego . Tylko cud sprawił wówczas , że konie nie wpadły nam na auto.

Tym razem w jednym z tuneli tuż za jego brzegiem –w cieniu- odpoczywało stado krów. Ewa szybko udokumentowała ów krowi parking w tunelu kilkoma fotkami. Nie ma co rozpisywać się na temat stad krów na drodze-to tak normalne jak rosół w niedzielę.

Jadąc pod górę po kamieniach i skalnych półkach mijaliśmy zdewastowane wsie , opuszczone domy, wiszące mosty i różne konstrukcje o nieznanym nam przeznaczeniu . Co kilka kilometrów stały małe drewniane budki z różnymi artykułami : orzeszki, cukierki, woda, napoje, papierosy. Również ustawione były miski ze świeżą wodą. Ludzie jadący w skwarze , pyle i brudzie pod górę różnymi autami – co prawda niewiele, przeważnie stare marszrutki –zatrzymywali się i za parę groszy mogli się tam odświeżyć. Z poprzedniej jazdy ta trasą w 2007 roku pamiętaliśmy jeszcze stacje benzynowe w postaci krzesła, czterech kanistrów, pięciu baniaków i gościa na krześle z brodą , ale takiego widoku już tym razem nie ujrzeliśmy.

Szczęśliwie ominęliśmy rosyjski check-point wojskowy na rzece Ingurii koło osady Khaishi, został zrobiony objazd tego posterunku , nie wiem czy aby utrzeć nosa sołdatom – mirotworcom , czy może z powodu robót drogowych. A może i jedno i drugie. Tak czy inaczej nie musieliśmy się tłumaczyć Rosjanom po co jedziemy …

Miejscami droga powyżej Khaishi była wąziutka , na jeden samochód, czasami tez musieliśmy jechać po drodze wykonanej na belkach wbitych pod ostrym kątem w stromą ścianę na urwiskiem . Dopiero na tych belkach układano drogę wiszącą nad rzeką. Ewa skwapliwie dokumentowała te miejsca. Nie była ta droga dla nas nowością bowiem dwa lata wcześniej pokonaliśmy odcinek z Zugdidi do Mestii wynajętym samochodem z kierowcą i przewodnikiem zarazem. Ale czym innym był fakt przejechania tej drogi samemu , własnym samochodem.

W kilku miejscach przejechaliśmy przez tworzące się znikąd potoki na drodze , również miejsca o dziwo grząskie. Droga pyliła strasznie czasami kiedy mijaliśmy się z jakimś autem przez chwilę nie było nic widać i zatrzymywaliśmy się na kilkanaście sekund. Przed Beczo napotkaliśmy wędrowną pasiekę i dwóch pszczelarzy . zatrzymaliśmy się aby zrobić kilka zdjęć po czy zostaliśmy przez pszczelarzy zaproszeni do degustacji miodu. Na talerz wylano nam sporo miodu do tego trochę chlebka. Bardzo smaczne wiec kupiliśmy litr miodu za 10 lari i pojechaliśmy dalej. W Beczo zabrał się z nami starszy mężczyzna z ekipy budującej drogę do Mestii. Zdziwił się , że zadaliśmy sobie trud aby się zatrzymać przełożyć bagaże na tył aby zrobić mu miejsce. Widocznie zabieranie ludzi na okazje nie jest tam częste . Ale my postanowiliśmy robić dobre uczynki .

Do Mestii zajechaliśmy dopiero ok.15.30 . Odwiedziliśmy muzeum w którym obejrzeliśmy niezwykłe eksponaty, min stare księgi cerkiewne, niektóre pochodzące z IX wieku –oprawione w drzewo lub skóry. Niezwykłe… U nas jeszcze nie było pisma, nie byliśmy nawet państwem, nie wiedzieliśmy co to chrześcijaństwo , a tam na gruzińskiej ziemi kwitła wysoka kultura, tworzono pisane dzieła literackie, malowano piękne ikony. Każdy mały kościółek, który mijaliśmy po drodze miał ok.1000 lat a nawet więcej. A w niejednym podziemiu takiego kościółka są przechowywane od tysiąca lat krzyże , ikony , dzwony, księgi , których nie może oglądać nikt poza Swanami. To kraina jak z bajki. Jeśli ktoś oglądał film „Nieśmiertelny„ z Seanem Connery, to sceneria z początku tego filmu jest po prostu wzięta z tej krainy. To po prostu kraina fantasy.

Po skromnym obiadku w restauracji „ Ushba” wyruszyliśmy w drogę do Uszguli wiedząc , że dopiero ten odcinek będzie dla nas niewiadomą. Nigdy tam nie byliśmy. Mapy , które posiadaliśmy były jak się okazało bardzo niedokładne, natomiast ja przez pomyłkę zrobiłem zdjęcia satelitarne tylko od Uszguli do Lentekhi . Odcinek od Mestii do Uszguli po prostu wyleciał mi z głowy. Kilka razy się pogubiliśmy, kilka razy jechaliśmy przez rzekę w bród . Na jednym z rozwidleń pomogli nam odnaleźć drogę Swanowie jadący przedpotopową ruską ciężarówką. Ewa , która robiła zdjęcia jak pokonuję naszym autem potok została wzięta przez nich na stopień ciężarówki niczym Marusia na czołg i tak też przeprawiła się z nimi na drugi brzeg . Widziałem jak wielkie emocje to były dla Ewy.

Za kilka chwil pożegnaliśmy się głośnymi klaksonami i każdy pojechał w swoją stronę. W wielu miejscach oprócz napędu 4x4 używałem też reduktora , kiedy podjazdy i zjazdy były strome i bardzo kamienisto-dziurawe. W kilku miejscach najpierw sprawdziłem co jest za wzniesieniem lub zakrętem aby wiedzieć jakiego napędu użyć. Dzień wcześniej były duże opady i w wielu miejscach utworzyły się mało przejezdne bagna.

Co parę kilometrów mijaliśmy swańskie domy i słynne kamienne wieże . Wiele z nich jest opuszczonych i zrujnowanych , ale przy wielu z nich widzieliśmy też normalne życie gospodarskie. Był już wieczór , Swanowie sprowadzali krowy z pastwisk do domów, to był fajny widok kiedy kilku rosłych mężczyzn gnało krowy na koniach . To byli dla nas tacy Indianie Gruzji. Grzecznie pytaliśmy się czy można zrobić zdjęcie i nigdy nie było odmowy. Swanowie z zadowoleniem prezentowali siebie i swoje piękne konie. Kiedy zaczęło szarzeć wjechaliśmy na najbardziej wąski i trudny odcinek drogi Ostatnie 7 kilometrów od miejscowości Lagurka to umęczył nas i auto. Stromo i wąsko..

W Lagurce zafascynował nas potężny kompleks wież i zabudowań tworzących niegdyś z pewnością jeden kompleks obronny . Dzisiaj trochę zniszczony ale i tak robiący piorunujące wrażenie. Nasze wrażenia potęgował fakt , że do tegoż kompleksu przez drewniany pomost Swanowie pędzili krowy . Z pewnością przodkowie tych poganiaczy żyli w tych wieżach również przed wiekami. Swanowie do dziś żyją w systemie klanowym i najważniejsza dla nich jest więź krwi. Teren , który pokonywaliśmy jest jednym z niewielu miejsc, gdzie ten klanowy system społeczny przetrwał do dziś . Jadąc swańskimi bezdrożami czuliśmy przez skórę magię tej krainy.

Już przy szarówce po ostatnim ostrym podjeździe ujrzeliśmy kilkadziesiąt potężnych kamiennych wież w małej dolince przy rzece, a wokół ośnieżone szczyty gór. To było Ushguli – miasto z jak z bajki i legend , o którym śniłem od wielu lat i do którego wiedziałem , że kiedyś dotrę. Nie mogłem sobie tego odmówić , wlazłem na koło zapasowe na tylnych drzwiach naszego Pajero uniosłem kciuki w geście radości. Ewa strzeliła kilka fotek. Przejechaliśmy przez rzekę w osadzie i ostrym podjazdem w prawo , na reduktorze podjechaliśmy pod znak informujący , że w osadzie jest Guest House. Po chwili już byliśmy w przytulnym pokoju hoteliku.

Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright by kaukaz.pl