strona główna strzalka relacje z imprez i wydarzeń

-- TBILISOBA w polskim Tbilisi

TBILISOBA w polskim Tbilisi

W ostatni sobotni wieczór października, na drzwiach jedynej restauracji gruzińskiej w Warszawie zawisła tabliczka „Zamknięte”. Mimo tego na stole pojawiło się chaczapuri a zaraz potem ser sulguni, lula kababi oraz inne smakołyki gruzińskiej kuchni. Wśród aromatycznych potraw stanęło kilkanaście butelek doskonałych win Marani a także woda Nabeghlavi i Bordżomi.

Około godziny 19-tej w niewielkim lokalu przy ul. Puławskiej 24 zaroiło się od gości. W gronie kilkunastu osób nie zabrakło przedstawicieli polsko-gruzińskiego biznesu takich jak Vano Machniashvili - szef firmy Marani, Przemysław Romańczuk - importer wody Nabeghlavi oraz David Gamselidze. Gośćmi wieczoru byli również znani miłośnicy Gruzji - Kasia Pakosińska (Kabaret Moralnego Niepokoju) i Marcin Meller (naczelny magazynu Playboy). Nasz serwis reprezentowali Tamar Gelashvili, Marta Tymoszuk i Krzysztof Dąbrowski.

restauracja gruzińska
TBILISOBA

Honory gospodarza wieczoru pełniła Pani Zina Amashukeli oraz jej niezawodny zespół – Eka Loladze i Nino Demetradze. Właścicielka restauracji zaprosiła grupę przyjaciół związanych z Gruzją i jej lokalem. Okazją był festiwal Tbilisoba, który jest największym świętem gruzińskiej stolicy (w tym roku odbywał się 20 i 21 października).

restauracja gruzińska, Warszawa, Tbilisi
Kasia Pakosińska i Pani Zina przy czurczcheli

„Polskie Tbilisi” świętowało na swój sposób. Przy gruzińskiej muzyce i migawkach z Kaukazu goście wybrali się w kulinarną i winiarską podróż do Gruzji. Potrawy przygotowane przez kuchnię Tbilisi smakowały tak jak w najlepszych restauracjach „gruzińskiego Tbilisi”. Szczególnie ciepłe komentarze wzbudzała delikatna przekąska z nadziewanego sera sulguni. Całości dopełniły czerwone, naturalnie półsłodkie wina Marani. Pochodzą one z słynnej Kachetii, gdzie uprawia się endemiczny szczep saperawi.

restauracje gruzińskie w Warszawie, Tbilisi
Gruzińska czurczchela

Kiedy pojawili się ostatni goście przyszedł czas na gwóźdź programu – wspólne robienie czurczcheli, zwanej przez niektórych „gruzińskim snickersem”. Z zakamarków kuchni wyłonił się wielki garnek z bulgoczącą masą a Pani Zina wręczyła gościom girlandy orzechów nawleczonych na mocne nitki. Na twarzach dało się zauważyć zdziwienie, ale i ekscytację. Każdy podchodził do kadzi i zarzucał swój „orzechowy sznurek”. Należało go nieco pomoczyć i delikatnie podnosić do góry. Powstały słodkie sople orzechów, zatopionych w gęstym soku z winogron zamiast lukrowej polewy. „Operacja czurczchela” wzbudziła wiele uśmiechu i zabawnych komentarzy... Efekty pracy całego zespołu zawisły na chodniku, przed lokalem budząc spore zaciekawienie przechodniów.

Czurczchela to jeden z najbardziej charakterystycznych słodyczy dla Gruzji. W gruzińskich lasach pełno jest przecież orzechów a Gruzja jest ich eksporterem na rynki światowe. Drugi składnik tego specjału, czyli winogron obficie rodzi się na gruzińskiej ziemi przynajmniej od 8 tys. lat. Czurczchelę wyrabia się właśnie na jesieni, po zbiorach orzechów i winogron.

Dochodziła chyba godzina 21. kiedy Pani Zina skutecznie uciszyła „czurczchelowy rozgardiasz”. Następnie chwyciła za kielich wina Saperawi i zaczęła swój barwny toast:

- Kiedy u zarania dziejów Pan Bóg dzielił Ziemię pomiędzy narody powstała długa i hałaśliwa kolejka. Gruzini widząc cały ten zgiełk usiedli pod drzewem, zaczęli pić wino, tańczyć i radować się życiem... Gdy Bóg rozdał już wszystko, przed Jego obliczem zjawili się spóźnieni Gruzini. A gdzie byliście, kiedy ja rozdzielałem ludom ziemie? Teraz nic dla Was nie mam! – powiedział Bóg. Jednak po chwili rzekł do nich – Jesteście tacy pogodni i w nagrodę podaruję wam najpiękniejszy zakątek tej Ziemi, który wcześniej upatrzyłem dla siebie. Nim skończył mówić zjawił się przed nim kolejny lud. Zdziwiony Stwórca zapytał – Kim jesteście i gdzie byliście do tej pory? Nazywamy się Polacy i przez cały czas piliśmy z Gruzinami... Skoro tak to dostaniecie równie piękny kawałek planety, ale pamiętajcie, musicie być tak gościnni jak Gruzini – powiedział Bóg.

- Wypijmy za Gruzję i Polskę! Gaumardżos! – zawołała Pani Zina puentując toast.

restauracje gruzińskie w Warszawie, Tbilisi
Taniec gruziński jest pełen żywiołu...



Potem posypały się kolejne toasty. Ludzie wznosili za miłość, gospodarzy wieczoru i gości a także za jedność.

Ostatnim punktem Tbilisoba w restauracji Tbilisi były gruzińskie tańce. Trzeba przyznać, że tę część zdominowały panie, szczególnie Gruzinki. Gorące rytmy gruzińskiej muzyki porwały również Kasię Pakosińską lecz reszta polskich biesiadników tym razem nie miała odwagi spróbować swoich sił w układach kaukaskiego tańca.

Wspaniała atmosfera tamtego wieczoru wyrwała nas z szarych klimatów jesiennej Warszawy.

W prawdzie kolejne Tbilisoba w „polskim Tbilisi” dopiero za rok, ale każdy dzień jest dobry by na chwilę spotkać się z Gruzją przy gruzińskich specjałach Pani Ziny na Puławskiej 24.




Restauracja Tbilisi zaprasza codziennie, oprócz niedziel, od poniedziałku do piątku w godz. 12:00 - 20:00 a w sobotę w godz. 12:00 - 18:00, tel. 0 22 425 23 33.

archiwum

Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright by kaukaz.pl