zdjęcia i fotografie góry Kaukaz, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, turystyka, podróże, wyprawy, gospodarka, bezpieczeństwo, zabytki, zwiedzanie, trekking, Morze Czarne, wybrzeże, Tbilisi, Batumi, Mccheta, Kazbek, Kazbegi, Wardzia
Terenówką przez ćwierć świata. Iran - Azerbejdzan - Gruzja Terenówką przez ćwierć świata. Iran - Azerbejdzan - Gruzja Terenówką przez ćwierć świata. Iran - Azerbejdzan - Gruzja
strona główna strzalka GRUZJA - turystyka strzalka Wycieczki konne w regionie Borżomi

Wycieczki konne w regionie Borżomi romb

Borżomi, górskie uzdrowisko w południowej części Gruzji, malowniczo położone w dolinie rzeki Mtkwari. Letni wieczór. Właśnie wróciłam do domu mojego gospodarza. Siedzę w pokoju z wielkim, miękkim łóżkiem, staromodną szafą i powieszonym na ścianie dywanem. Patrzę na góry za oknem i wspominam przeżyte tego dnia atrakcje. Jestem zmęczona, spalona od słońca, najedzona po uszy i bardzo szczęśliwa. Właściwie cały dzień spędziłam na wycieczce konnej z Tengo. Zakochałam się w tych górach, w tych koniach, w samym Tengo może nie zakochałam, ale naprawdę go polubiłam.


Widok z okna


Rzeka Mtkwari (Kura)

Tengo jest Gruzinem w średnim wieku. Dobrze zna rosyjski i chętnie rozmawia. Mieszka we wsi koło Borżomi, w typowym gruzińskim domu z werandą porośniętą winoroślą i ogrodem. Żona Tengo uprawia w nim warzywa i dogląda zwierząt gospodarskich, on zaś zajmuje się czwórką koni, które chował od źrebaków, i organizuje wycieczki dla turystów. Jest jednym z członków niedawno powstałego stowarzyszenia Horse Tours Georgia, które oferuje konne wycieczki w regionie Borżomi, Bakuriani i Atskuri. Stowarzyszenie powstało w ramach projektu rozwojowego, podczas którego jego członkowie przeszli szkolenie prowadzone przez doświadczonych instruktorów z Polski. Horse Tours Georgia jest pierwszą w Gruzji formalną grupą właścicieli koni, którzy wychodzą naprzeciw oczekiwaniom zachodnich turystów. Postanowiłam osobiście sprawdzić jak to wygląda. Wzięłam ulotkę, zadzwoniłam i tak trafiłam do Tengo.


Członkowie stowarzyszenia podczas szkolenia w Polsce

Odebrał mnie z Borżomi i zabrał do swojego domu w Chobiskhevi. Jego żona Nora poczęstowała mnie kawą i figami w miodzie. Zaproponowałam Tengo, że pomogę przygotować konie, ale za nic nie chciał się zgodzić. Po pierwsze byłam gościem, co na Kaukazie zawsze oznacza specjalne traktowanie, po drugie, tam kobiety nie zajmują się końmi i choć turystów traktuje się trochę inaczej, Tengo nie chciał dopuścić mnie do tej męskiej sfery. Po chwili przyprowadził dwa osiodłane konie.
- Te są nowe, miękkie. Dla turystów kupiłem - chwalił się wskazując na siodła.
- A stare były twarde?
- Stare - machnął ręką - to były rosyjskie..
Siodła rzeczywiście błyszczały nowością. Były to kulbaki typu kaukaskiego z wysokimi łękami i specjalną poduszką na wierzchu. Po całym dniu jeżdżenia naprawdę doceniłam ich wygodę. W ogóle się nie obtarłam.
Nora spakowała nam do plecaka jedzenie i picie. Tengo pomógł mi wsiąść, wyregulował strzemiona i ruszyliśmy. Przez wieś prowadził mojego konia na sznurku, bo jest tu wiele "sztraszaków", wyjaśniał, szczekających psów itp. Potem, gdy poprosiłam, pozwolił mi jechać samej. Mój gniady koń od razu został w tyle, więc Tengo zamienił się ze mną. Dostałam dziewięcioletniego siwka, o którym mówił, że jest silny i szybki jak mercedes. Rzeczywiście chętnie szedł do przodu i nawet po wielu podjazdach prawie nie było po nim widać śladów zmęczenia. Gniadego sześciolatka Tengo zwał żartobliwie Chuliganem, bo czasami buntował się i nie chciał iść pierwszy. Trzeba przyznać, że gdy Tengo na niego wsiadł i popędził, od razu przestał się lenić. Ogólnie byłam pod wrażeniem tych drobnych koników. Były spokojne, nie bały się psów ani strzałów myśliwych, reagowały na sygnały jeźdźca i świetnie radziły sobie w trudnym górskim terenie.


Nasze konie


Chuligan


Ja na siwku

Podczas początkowej, spokojnej drogi przyzwyczajałam się do tutejszego stylu jazdy, krótkich strzemion i trzymania wodzy w jednej ręce, których końcówki wraz z głosem używa się do popędzania wierzchowca. Mój przewodnik bardzo troszczył się o to, czy sobie radzę, czy mi wygodnie, czy siodło mi się nie przekręca itp. Opowiadał też, jak wysoko jesteśmy i co mijamy. Dowiedziałam się na przykład, że niedziałający wyciąg narciarski to pamiątka po czasach Związku Radzieckiego, kiedy dużo Rosjan przyjeżdżało tu na wczasy, a władze budowały dla nich kurorty.


Przewodnik Tengo

Chwilę po wyjechaniu z wioski zobaczyliśmy wodospad. Zostawiliśmy konie przy strumieniu i podeszliśmy przyjrzeć się bliżej. Tengo zaproponował, aby wejść po zalesionym zboczu i zobaczyć wodospad od góry. Uprzedzał, że nie ma tam dobrej drogi i dopytywał, czy dam radę. Z większością turystów chodzi tylko wzdłuż strumienia do dolnej części wodospadu. Dla mnie jednak propozycja pójścia poza trasą zapachniała przygodą i od razu ją podchwyciłam. Potem, pnąc się w górę wśród zwalonych pni, zaczęłam zastanawiać się, czy to był dobry pomysł, i czy Tengo rzeczywiście wie jak iść czy, jak to często spotykałam u Gruzinów, tylko tak mówi, a w rzeczywistości szuka drogi na bieżąco. Zanim jednak rozstrzygnęłam tę kwestię, dotarliśmy na wierzchołek wodospadu. Zrobiliśmy zdjęcia, napiliśmy się chłodnej wody i zeszliśmy wzdłuż strumienia do naszych koni.
- Tylko ty jedna byłaś na górze. Inni też chcieli, ale nie doszli - chwalił mnie potem Tengo.


Wodospad

Następnie wjeżdżaliśmy błotnisto-kamienistą drogą coraz wyżej i wyżej, aż dotarliśmy do górskiej wioski. Na horyzoncie pięknie prezentował się ośnieżony szczyt, a wokół nas, na kwiecistych łąkach pasły się owce, krowy i konie. Drewniane domki początkowo wyglądały na opuszczone, ale po chwili pojawili się między nimi witający nas mieszkańcy.
Tengo przekonał się już wtedy, że umiem jeździć, i zaczął traktować mnie jak kompana. Na łąkach poszliśmy kilka razy szybkim galopem. Wierzchowce szły chętnie. Widać było, iż Tengo cieszy się, że radzę sobie z końmi i się nie boję. Mnie zaś cieszyło owo niezwykłe porozumienie, które znajduję z różnymi koniarzami w podobnych sytuacjach. Na przykład gdy jeden z naszych wierzchowców bał się przejść trudniejsze miejsce, pomagaliśmy sobie wymieniając przy tym zaledwie parę słów. Więcej nie trzeba było, oboje rozumieliśmy, o co chodzi.


Na łąkach

Potem Tengo pokazał mi cztery okoliczne jeziora. Pierwsze, położone koło wioski jest bardzo malownicze. Zatrzymaliśmy się tam na chwilę, aby zrobić zdjęcia. Dłuższy postój urządziliśmy przy drugim, podobnym jeziorze. Konie zostawiliśmy luzem, pasące się obok. Tengo rozłożył na trawie chleb, ser, salami i warzywa. Wyciągnął też domowe wino. Żałował, że nie wziął szklanek, ale zrobił prowizoryczne z pustej butelki. Wypiliśmy parę toastów za nasze spotkanie, za Gruzję, Polskę itd. i najedliśmy się do syta. W Gruzji nawet piknik w górach jest małym rytuałem, naśladującym tradycyjną biesiadę, czyli suprę. Całe przywiezione jedzenie rozkłada się na "stole", który może być zwykła ściereczka czy reklamówka. Ktoś przyjmuje rolę przewodniczącego "uczcie" tamady i inicjuje tradycyjne toasty.


Nad jeziorem


Tengo


Piknik

Po jedzeniu znowu na konie i znowu w górę. Z przełęczy widać piękną panoramę gór i sąsiednią miejscowość Bakuriani w dole. Wracaliśmy inną drogą, mijając kolejne jeziora i robiąc jeszcze jeden postój na jedzenie i picie. Pod koniec złapał nas lekki deszcz. Tengo dał mi wtedy swoją kurtkę, abym nie zmokła. Gdy wróciliśmy byłam wykończona, ale pełna wrażeń. Przed powrotem do Borżomi Nora ponownie podała ciasto, słodycze i kawę. Oboje zapraszali do siebie w przyszłości.


Panorama z przełęczy


Powrót

Podczas kolejnej wizyty w Gruzji, dwa miesiące później, odwiedziłam znowu Tengo. Poznałam też innych członków stowarzyszenia Horse Tours Georgia, przyjaciół i współpracowników Tengo. Wszyscy oni oferują kilkugodzinne wycieczki konne, jak również wielodniowe rajdy na terenie parku narodowego Borżomi-Karagauli. Dobrze znają się na swoim fachu, a poza tym każdy chętnie pomoże turyście znaleźć nocleg lub przenocuje go u siebie, popisze się swoimi umiejętnościami jeździeckimi, tradycyjnymi tańcami, przygotowaniem szaszłyków mcvadi - tak wyraża się gruzińska otwartość i gościnność. Polecam zarówno doświadczonym jeźdźcom, jak i turystom, którzy pragną podziwiać Gruzję z końskiego grzbietu.

Więcej informacji o ofercie stowarzyszenia i kontakt do organizatorów wycieczek na stronie internetowej: www.horsetoursge.kaukaz.net

Tekst i zdjęcia:
Jagoda Schmidt - studentka Etnologii i Antropologii Kulturowej, pasjonatka jeździectwa. Prowadziła badania etnologiczne w Gruzji. Pomagała też przy projekcie rozwoju turystyki konnej w regionie Borżomi.

Podyskutuj o tym na FORUM...

Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright by kaukaz.pl