zdjęcia i fotografie góry Kaukaz, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, turystyka, podróże, wyprawy, gospodarka, bezpieczeństwo, zabytki, zwiedzanie, trekking, Morze Czarne, wybrzeże, Tbilisi, Batumi, Mccheta, Kazbek, Kazbegi, Wardzia
Terenówką przez ćwierć świata. Iran - Azerbejdzan - Gruzja Terenówką przez ćwierć świata. Iran - Azerbejdzan - Gruzja Terenówką przez ćwierć świata. Iran - Azerbejdzan - Gruzja
strona główna strzalka relacje strzalka Podróż to ciągłe przeżywanie

Podróż to ciągłe przeżywanie - Olga Szczeblewska

konkurs na najlepszą relację z podróży na Kaukaz 2010

podróż: 2010r., Gruzja

część 1

Podróż to ciągłe przeżywanie, dziwienie się, niespodzianki, wrażenia, zdumienia.Smutne, ale z biegiem czasu wspomnienia bledną w naszej pamięci. Warto wtedy zajrzeć do swoich zapisków z podróży i jeszcze raz oczami wyobraźni przeżyć to zdziwienie i zachwyt. W mojej relacji zamieszczę fragmenty zapisków z mojej wielkiej 5-miesięcznej przygody z Gruzją. Krajem, gdzie zostało trochę mnie. Ja za to przywiozłam w zamian w sobie trochę Sakartwelo, kraju dumnych górali, tańca, muzyki, serdeczności.

5.01.10 Pierwsze kroki

Jestem w Gruzji, w mojej kwaterze, w której będę mieszkać przez następne 5 m-cy.

Kwartira jest ok, jest trochę zimno, bo jest tylko elektryczny grzejnik i można ogrzać jedynie pokój. W kuchni i łazience dość chałodno. Woda leci jak chce i na dodatek stoi w brodziku, hmm, nikt nie mówił, że będzie jak w Hiltonie. Da się przeżyć. Trzeba zapomnieć o europejskich standardach. A my kurde narzekamy w Polsce!

Tbilisi- wspaniałe, położone na rożnych wysokościach zabytkowe kościoły, ciekawa architektura, rzeka, wieża telewizyjna i matka Gruzji z mieczem i winem, wszystko zachęca by zagubić się w sieci uliczek starego miasta i odkrywać, odkrywać to piękne miasto.

Rustawi, miasto gdzie od dziś mieszkam nocą wygląda nawet ciekawie. Nie można powiedzieć, że ładnie. Inwestują tu dużo w oświetlenie budynków, nawet jeśli nie są one perełkami architektonicznymi, tylko brzydkimi posowieckimi blokami. Żartownisie nazywają Rustawi gruzińskim Las Vegas. Miasto podzielone jest na 2 części Nowe i Stare Rustawi. Nowe to blokowiska z budynkami pamiętającymi czasy ZSRR. Stara ma kilka zabytkowych kamienic, jednak jest bardzo zaniedbana. Ja mieszkam w starej części. Przed wyjazdem jak patrzyłam na zdjęcia Rustawi, myślałam "ale brzydko kwadratowo", a już po 2 dniach lubię to miejsce. Może dlatego, że każdy spacer, zakupy, to przygoda, odkrywanie czegoś nowego. Przyglądam się ludkom- babuszkom z pietruszką i młodym, którzy nie różnią się specjalnie od naszej młodzieży. Dziadkowi z workiem na plecach, w podartych spodniach i młodym w salonie z telewizorami LCD.

6.01.10 Codzienność

Po pierwszej biesiadzie.. dzban wina trzeba było wypić, chyba ze 2 litry.i placków, mięsiwa grilowanego, sałatek , bakłażanów, chaciapuri, oooo też nie podarowali. To wszystko przypominało raczej wesele niż wypad na obiad i drinka, były wymiany talerzyków, donoszenie potraw, zespół grający gruziński folkor na żywo, ogromna sala, zastawa składała się z serii sztućców i kieliszków . Nic nie mówię już o tym, że kilka godzin wcześniej byliśmy na obiedzie i były sałatki, pieczone ziemniaki, chaciapuri i nawet przepiórki! Rozpusta.

Ach Gruzini! Te czarne oczy, które są ciepłe, życzliwe i jednocześnie intrygujące i halucynogenneJ . Gentelmani, wspaniali mówcy, oddani przyjaciele, słuchający, pomocni, męscy i kochani jednocześnie...a jak tańczą, jak śpiewają .ach.

Poszłam dziś po zakupy. Adin chlib, tri kolbasa, adin muka itp.:) Kupiłam kurę, zwykły sklep, a kura od gospodarza. Za szybką wyglądała kurica zachęcająco. Proszę: "adin kurica", pokazuję paluchem tradycyjnie, a baba z skądś przynosi kurę obraną ładnie, ale z łbem i paluchami! No cóż biorę kuricę i niosę do domu, gosposia, kroję kuraka .. a tu w środku flaki, płuca, mazie różnego koloru, .nawet kupka była . Tyle razy na wsi się było, a kuraka nie umiem wypatroszyć! Przeglądam te organy.czy to żołądek, czy wątroba...co jadalne, coś odkrajam a tu żółta maź we mnie strzela! Oki, rezygnuję, odechciało mi się żołądeczków i serduszek, zostawiam wersję miejską kuricy.

Przy okazji zakupów zrobiłam sobie mały spacer, bo wczoraj przez te biesiadowanie tylko wożono mnie samochodem. Przyjrzałam się troszkę otoczeniu mojego mieszkanka. Normą jest brak okien na klatkach schodowych, tynk lecący na głowę, pajęczyny i tony kurzu, fruwające śmieci, błoto i przeraźliwie dziurawe drogi i chodniki.

Przejście przez ulicę to prawdziwe wyzwanie. Główna droga w Rustawi jest 2 pasmowa, więc jadą często 4 samochody jednocześnie. Pasów dla pieszych po prostu nie ma! Najgorsza jest chyba jednak zawrotna prędkość z jaką poruszają się niektóre pojazdy. Trzeba mieć dobre poczucie odległości i prędkości. Balansowanie na granicy życia i śmierci jak w amerykańskich filmach.

Jazda samochodem..chyba nawet w Afryce jest lepiej! W Egipcie przynajmniej nie ma tych na podwójnym gazie. Tutaj jazda po dzbanku wina to nic specjalnego. Pasy - po co?
Można też małym oplem jechać w 8 osób, kto nam zabroni?
. Marszrutki zatrzymujące się wszędzie, ludki przebiegające gdzie popadnie, ograniczeń prędkości właściwie nie ma, samochody, które u nas przeglądu by nie przeszły.wszystko razem .niezły cyrk.

8.01.10 o cierpliwości!

Pojechałam Marszrutką do Tbilisi. Pierwsza marszrutkowa lekcja: Siadać jak najbliżej wyjścia. Marszrutki są prawie zawsze pełne. Na przejściu pojawiają się dodatkowe rozkładane siedziska, więc jeśli zajmie się miejsce z tyłu to połowa pasażerów musi wysiąść, aby Cię przepuścić. Babuszki wytaczają się z dziesiątkami torebków.niezłe zamieszanie

Co jeszcze o marszrutkach? Ludki łapią marszrutki praktycznie wszędzie - na światłach, na pasach, 50m od przystanku itp. W związku z tym wskazane byłoby żeby na szerokich 2-3 pasmowych drogach kierowcy trzymali się prawej strony, a oni nie! Pędzą środkowym pasem jak szaleni, by znienacka wykonać zaskakujący manewr zmiany pasa i szybko zahamować. Trudno pojąć. Nie wspominając o tym, że często siedzi się wciśniętym w szybę, a samochody mijają marszrutę 10cm od niej. Niepotrzebne wyprzedzanie to hobby większości kierowców.

Co tam marszrutka! Widziałam autobusy, którym brakowało drzwi, to dopiero musi być przygoda!

Kupiłam 2 kartki pocztowe i małą mapkę Tbilisi- 9 lari! Kolejna lekcja: Gdziekolwiek widzisz angielski napis bądź czujny. Ceny na pewną są turystyczne. Przepłacisz na bank.
I uwaga na Aleję Szota Rustaweliego, tu też zapłacisz ekstra. Lepiej zboczyć w jakąś mniej turystyczną uliczkę.ale te rady to raczej nie jest nowość dla wprawionych podróżników.

Wszędzie bidaki, żebrujące Babuszki i dziadki. Niby nic wielkiego, bo przecież w każdej stolicy są żebracy. Ci jednak są specyficzni. Nie podchodzą, nie jęczą, nie wystawiają kikutów, nie proszą "na leki", " na bilet" " na chleb", tylko .nic nie mówią. Dziadek po wylewie, trzęsie się, trzyma kapelusz na darki i nie mówi nic. Babuszki pochylona nad ikoną świętych stoi z trudnością i milczy. Dzieciak 5-6 lat leży cicho zwinięty w kocyk na chodniku. Honorowi żebracy.

Ludki na ulicy (nie wliczając tych za kółkiem) jakieś takie spokojniejsze niż w Europie. Nie kłócą się, nie dyskutują głośno, nie gestykulują. Skromni, spokojni, wyciszeni. Jak widać jakąś paniusię w Czerwonym płaszczu i białych kozakach gadającą głośno przez telefon to nie trzeba podchodzić i tak wiadomo, że Rosjanka. Bardzo dużo Rosjan. Byłam dziś na bazarze, gdzie większość sprzedawców to byli Rosjanie. Dużo z nich sprzedawało bardzo ciekawe rzeczy: rosyjskie wojskowe mundury, czapki, odznaki, obrazy i zdjęcia Stalina i Lenina oraz książki na ich temat. Gruzini mieli sporo bawolich rogów ( do picia wina), tradycyjne czapy włochate i inne nakrycia głowy, noże, sztylety, biżuterię. Dużo tez artystów, malarzy, rzeźbiarzy sprzedających obrazy, ceramikę i różnego rękodzieła. Niektóre wyroby były naprawdę wyjątkowe.

Zajrzałam do Kościoła Kszaweli, blisko Galerii Narodowej przy alei Szota Rustawelego. Projekt świątyni tradycyjny, charakterystyczny dla gruzińskich kościołów. Kopuła na środku, budynek na planie kwadratu, brak podziału na nawy. Ściany białe, malowidła tylko we wnęce za ikonostasem. Przysiadłam na chwilę z boku. Całkiem ciepło i przytulnie. Może dzięki tym świeczkom, które ludzie zapalają przed ikonami. Zapach kadzideł. Dużo ludzi: wchodzą, znak krzyża ( inny niż nasze przeżegnanie, do prawej nie lewej- sprawdzić) , wychodzą. Ponadto rozmawiają, debatują, a babuszki ( prawdopodobnie opiekują się świątynią ) czyszczą wosk kapiący z dziesiątek świeczek palących się bez przerwy.

Po powrocie z Tbilisi..
Wymyśliłam gotowanie zupy. Rosół/pomidorowa.eeee nic prostszego!

Tylko gdzie te Babuszki mają pietruszkę, seler.z pietruszki mają tylko liście. Co robią z korzeniami?!
Liści laurowych, ziela angielskiego, kucharka/warzywka też ni budziet.
A śmietana tylko 25-tka.

Zupa jaka wyszła. można się domyśleć.

9.01.10

O cierpliwości!!!
Tylko spokój nas uratuje, gdy zamek w drzwiach nie chce drgnąć i trzeba drzwiami szarpać jak rabuś, gdy woda w zlewie nie spływa, gdy z prysznica leci wrzątek lub lodowata woda, gdy papier nie chce utonąć w muszli klozetowej, gdy na klatce po ciemku próbujesz zlokalizować swoje lokum, gdy marszrutkarz, babka z warzywniaka i reszta biznesmenów nie mają wydać reszty.lekcja pokory.

10.01.10 Gruzińskie poczucie czasu.8 zasad

1. Godzinne spóźnienie to jeszcze nie powód do wysyłania smsa z wyjaśnieniem.
2. Przekładanie zajęć na następny dzień jest rzeczą naturalną
3. Długotrwałe rozważanie
Długotrwałe analizowanie,
Długotrwałe planowanie .jest regułą
6. Realizacja planu zależy od wielu czynników:
-Biesiady poprzedniego dnia
-ilości wypitych dzbanów wina
-jak wiele osób wie o planach
-kto wie o planach
-atmosfery, nastroju, energii w grupie
7. Na biesiadę zawsze jest dobry czas 8. Ranki są po to aby spać

12.01.10 kto szuka nie błądzi

Bazaar

To co lubię. Babka mnie rozbawiła, mówię: dwa pomidory, dwa ogórce, a ona co? Pakuje mi po kilogramie. Dobra, niech jej będzie.targam tomaty i ogórce do domu w wielkiej siatce. Chciałam też pieczarki, ale nie mają nigdzie świeżych. O "GRIBY" ale w puszcze. Babka nadaje do mnie coś o tych gribach, którym się przyglądam : harosze griby.dobra, dobra już, biorę. Co za rip off ! 2,5 lari. No nic. Rachunek wygląda nieciekawie tomaty, ogórce i griby to razem 8,5 lari ( ok. 17zł). Staram się rozgryźć, czy ceny są dla wszystkich takie same.ale chyba niestety tak. Oj nie jest tu tanio, nie, nie.

Pierwsza lekcja języka gruzińskiego. Lekcje daje mi Teona, Gruzinka.
Wróciłam do pierwszej klasy. Dostałam zeszycik, gdzie dzieciaczki piszą gruzińskie literkiJ obok liter i słów rysunki: wiewiórki, muchomorki itp. :).
Szło mi nawet nieźle z tymi zygzakami, opanowałam szybko połowę z 33 liter. Potem zaczęły się schody, bo "k" nie zawsze brzmi jak nasze "k", ale czasem jest to jakieś gardłowe charczenie "kh". "P" to czasem nasze "p" , a czasem "p", jakby chciało się coś "wystrzelić" ustami, podobnie z ć, g, t, jest jeszcze dziwne h, które istnieje tylko w języku arabskim i gruzińskim, czy g, które brzmi jak francuskie "r" .ooo, niektórych dźwięków Polak po prostu nie jest w stanie z siebie wydobyć ani do niczego porównać. Trzeba poruszyć jakieś głosowe narzędzia, których my nie używamy. Padałam ze zmęczenia po tym charkaniu, oplułam Teo cały stół, wesoło. :). Potem zasłużone piweczko.

A, jeszcze. szukanie kafejki internetowej. Nieźle mnie Gruziny wyrolowali dzisiaj :). Pytam 2 laseczek, gdzie zdzies jest Internet Cafe? Pokazują mi w którą stronę iść. Maszeruję. Coś nie widać tej kafejki. Pytam kolejnego, jakiegoś chłopka. A wy skąd? Ja Polka? O Polka, Ocien priatno.już mnie zaprasza na kielicha.jakoś się wywinęłam. O idą znów te laseczki! "Dzieweczka!" I pokazuje że trzeba skręcić, to idę , maszeruję, maszeruję, i nic. Pytam jeszcze jakiejś młodej. Ta, ani słowa w ludzkim języku (ang/ros) ale tłumaczy, pokazuje, trzeba wrócić. Ok. wracam, jeszcze jedna próba, jacyś młodzi: " tu kafejki nie budziet, budzie w centrze goroda" Wrrrr! Wściekam się. Ohhh! Drałuję do centra, jakieś drzwi zygzaki gruzińskie (napis) i tylko DVD, CD znajome, zaglądam...pasmanteria? oh! Jeszcze jedna podobna wpadka z nieszczęsnym DVD. I na koniec 2 dziewczyny " w teatrie była Internet cafe.." Kogda byla?- żartuję już sobie i się uśmiecham. Spasiba balszoj O nie, nie, Teatr nie po drodze.
Zrezygnowana już mam iść do domu. Odwracam się na pięcie, a tam kafejka:). A mówią, że kto pyta nie błądzi.
Autor: ja

Wszelkie prawa zastrzeżone © Copyright by kaukaz.pl